Archive for the ‘Karma’ Category
Uzdrawianie karmy
Przejawy kramy Rudolf Steiner, Wyd. Genesis 1997
Miłość i światło stanowią dwa komponenty, które przenikają wszelki byt
ziemski; miłość jako ziemski byt duszy, światło jako materialny byt
ziemski. Oba te elementy domagają się pośrednika, który wplata jeden w
drugi, wplata światło w miłość. Musi to być moc, która da możliwość
światłu największego rozprzestrzenienia, która pozwala wniknąć
elementowi światła w element miłości. Takie właściwości mają jestestwa
lucyferyczne. Są one czynne wszędzie tam, gdzie nasze wnętrze, które
jest właściwie utkane z miłości, wiąże się ze światłem, a ze światłem
mamy do czynienia wszędzie, przy jakimkolwiek bycie materialnym.
W to, co jest utkane z miłości, wciska się element lucyferyczny. I
tylko ten element może sprawić, że miłość nie jest całkowitym oddaniem
się, ale przeniknięta zostaje mądrością. Bowiem, sama miłość bez
mądrości byłaby siłą samą przez się zrozumiałą-za, którą człowiek nie
mógłby być odpowiedzialny.
Poprzez tę mądrość miłość staje się siłą jażni.
Jednak miłość przeniknięta elementem lucyferycznym, którym zostaje
zaimpregnowana materialność, jest przyczyną choroby działającej od
wewnątrz.. Zgodnie jednak z karmiczny prawidłowością, skutek jakiegoś
czynu pochodzącego od Lucyfera wyżywa się karmicznie, że to, o ma
prowadzić do przezwyciężenia tego skutku, znajduje swój wyraz w bólu.
Aby pomóc choremu, który ma lucyferyzm w sobie, jako przyczynę
choroby, musimy go usunąć. Została, bowiem zanieczyszczona miłość.
Choremu musimy dostarczyć miłość poprzez czyn przepojony miłością.
Taki charakter wprowadzania miłości mają ….
….wszystkie działania lecznicze opierające się mniej lub bardziej na
procesie, który można nazwać psychicznym procesem leczniczym.
To, co stosujemy w tym wypadku, wiąże się zawsze w jakiejś formie z
doprowadzeniem miłości.
Miłość działa na ludzi jak balsam. Do miłości można sprowadzić
wszystkie działania lecznicze, w których uruchamiamy proste czynniki
psychiczne, gdy np.; za naszą sprawa dzieje się chodźmy to, że stan
przygnębienia danego człowieka ustępuje.
Wszystko to ma swój impuls w miłości – od prostych procesów
leczniczych począwszy, aż do tego, co określane jest słowem magnetyzmu
(magnetyzm to jedna z technik hipnozy- przyp. GH)
Między uzdrawiającym, a uzdrawianym dokonuje się, gdybyśmy mieli użyć
określenia stosowanego w fizyce, „wymiana energii”.
To co żyje w człowieku uzdrawiającym, a więc pewne procesy w ciele
eterycznym, zostaje użyte w taki sposób, że u człowieka uzdrawianego
powstaje pewien rodzaj biegunowego napięcia wywołanego tym, że procesy
w ciele eterycznym uzdrawiającego wchodzą w pewien stosunek z tym,
który ma być uzdrawiany.
Wywołana tu zostaje biegunowość, podobnie jak w pewnym abstrakcyjnym
sensie, kiedy wytworzony zostaje pewien rodzaj elektryczności
dodatniej i pojawia się odpowiadająca jej elektryczność ujemna. Tak
więc przy tego rodzaju leczeniu wywołana zostaje biegunowość.
biegunowość należy to ujmować w najwyższej mierze, jako czyn ofiarny.
Procesy miłości nie zawsze muszą przebiegać w stanie zwykłej
świadomości. Przebiegają one również w warstwach podświadomych, nawet
w tym, co uważamy za technikę procesów uzdrawiających, a nawet w
sposobie, w jaki wykonuje się np.; ruchy rękami.
Nawet w tym, jak te ruchy ujęte są w pewien techniczny system, tkwi
już to, że są obrazem czynu ofiarnego.
A zatem nawet tam, gdzie w procesie leczniczym nie dostrzegamy tego
związku, kiedy nie widzimy tego, co w rzeczywistości robi leczący,
tkwi jednak czyn przepojony miłością, nawet jeżeli jest zupełnie
przeobrażony w technikę.
Poziomy świadomości
Klasyfikacja poniższa jest ogólnym opisem zasadniczych poziomów. Nie obejmuje kombinacji miedzy nimi i na jej podstawie nie należy klasyfikować konkretnych ludzi, ponieważ ludzie rzadko kiedy reprezentują poziom jednolity.
Poza tym należy pamiętać, że cudzy poziom możemy ocenić mniej więcej prawidłowo wtedy, kiedy sami znajdujemy się na poziomie o wiele wyższym niż oceniany. A ocenianie nalezy tylko do cech poziomów niższych.
POZIOM 1
Przetrwanie.
Na temat tego poziomu wiem niewiele, bo rzadko, przynajmniej w naszej kulturze, jest obserwowany.
Jest to poziom koczownika stale walczącego o byt i przetrwanie. Człowiek z tego poziomu to prawdziwy kowboj. Lecz nie ten romantyczny rycerz dzikiego zachodu rodem z Hollywood – a pastuch – cow-boy.
We współczesnych, zaawansowanych kulturowo i technicznie cywilizacjach nie ma miejsca na ten poziom.
Człowiek z tego poziomu godzi się z pozycją do jakiej został wdrożony w czasie dzieciństwa. Nie jest w stanie niczego w swojej świadomości zmienić. Ledwie zdaje sobie sprawę z tego, że ją ma.
Treścią życia ludzi na tym poziomie jest walka o byt. Żyje z chwili na chwile, bez celów, dążeń i ambicji. Sukcesem jest przeżycie kolejnego dnia.
Nie potrafi odróżnić dobra od zła, ponieważ nie ma jeszcze ukształtowanego wewnętrznego cenzora. Normy postępowania nie są uwewnętrznione. Musi wiec wyznaczać je prawo lub sztywne wychowanie.
POZIOM 2
Myśli, że wie. Mądrala
Jest to poziom ludzi stanowiących “sól ziemi”, lud. Celem tego poziomu jest bezpieczne zakorzenienie się w świecie i dzięki temu poczucie własnego “ja” jako istoty emocjonalnej. Ludzie tutaj identyfikują się z grupą i uważają tę identyfikację za jedyną możliwość mentalnego funkcjonowania. Wynika to z braku poczucia indywidualności. Nie potrafią samodzielnie myśleć i wydawać sądów. Wręcz uważają, że samodzielne myślenie jest niemożliwe i niewskazane. Słuchają autorytetów i hołdują tradycji. Jest to skutek ich nie twórczego, lecz odtwórczego myślenia. Indywidualność przejawiają tylko na poziomie fizycznym i emocjonalnym. Myślenie jest już podporządkowane trendom umysłowym grupy. Z reguły nie przeciwstawiają się im. Ze względu na te właściwości umysłowe podatni są na indoktrynację, ale taką, która potwierdza ich przekonania. Są przez to wiernymi wyznawcami różnych ideologii i religii. To zwykle oni są uczestnikami masowych kultów i imprez. Wpadają w sieci sekt i są podatni na reklamę. Są również ofiarami sprytnych manipulatorów i dyktatorów. Łatwo pokierować nimi w stronę ekstremalnych ruchów społecznych. Nie odróżniają np. patriotyzmu od nacjonalizmu i idealizmu od fanatyzmu.
To zwykle do nich adresowane są hasła wyborcze a politycy, którym uda się uwieść tę grupę wygrywają wybory.
Główną treścią życia tutaj jest stworzenie rodziny, oraz zapewnienie jej i sobie materialnego bytu na podstawowym poziomie. Kariera i bogactwo są dla takiego człowieka nieistotne( w odróżnieniu do poziomu następnego) Do szczęścia wystarczy posiadanie rodziny i względnego dostatku. Człowiek taki czuje się spełniony, gdy przetrwał w małżeństwie, wychował dzieci i dorobił się emerytury, zwykle zresztą bardzo skromnej. Na starość może z czystym sumieniem oglądać telewizję.
Z reguły niepostrzegane są tu jakieś wygórowane potrzeby kulturalne i poznawcze. Człowiek nie zadaje pytań, “po co” i “dlaczego”. Nie interesują go filozoficzne aspekty istnienia. Prawdą dla niego jest to, w czym został wychowany Jego świat kończy się na jego własnych horyzontach. Myślenie jest mało finezyjne i nieskomplikowane. Człowiek swoim rozumem nie potrafi objąć wielu danych i ich z syntetyzować. Objawia się to dualnością myślenia i spolaryzowaniem wartości. Coś jest złe lub dobre, przyjemne – nieprzyjemne, moje – nie moje.Widzi tylko czarne i białe nie dostrzegając odcieni szarości.
Wnioskowanie nie jest oparte na faktach a na mniemaniu. Sądy mają potwierdzać jego, wdrukowane wcześniej w umysł, przekonania. Mało istotne jest to, czy są one racjonalne i oparte na prawdzie. Przy swoich racjach będzie upierał się jak przysłowiowy osioł odporny na jakąkolwiek argumentację.
Sposób bycia i zachowania, w dużej mierze(tak jak na wszystkich poziomach) zależy od wychowania. Jednak tutaj, pod podszewką nabytej ogłady kryje się rubaszność, prostactwo i nieobliczalność wynikającą z nieopanowania emocji.
Gusty i estetyka są mało wyrafinowane. Obrazek jelonka na rykowisku i muzyka disco – oddają ten styl.
Ludzie tutaj zwykle są poczciwi i dobrzy. Mało kiedy zdolni są do jakichś złych czynów popełnianych z premedytacją. Wydumanych i wyrafinowanych zbrodni. Nie kierują nimi pobudki pochodzące z wyrachowanego, rodem z mentalu, egoizmu. Ich działaniami kierują głównie emocje. Jeśli są gwałtowne i nieopanowane człowiek może stać się nieobliczalny i w takim stanie dopuścić się agresywnych czynów.
Jeśli reprezentuje typ lękowy z niskim poziomem agresji często staje się bezwolną ofiarą. Przykładem na ten typ zachowania są maltretowane żony, które pokornie godzą się na taką sytuację.
Na tym poziomie kształtują się podstawowe umiejętności dotyczące życia w społeczeństwie. Człowiek tutaj dowiaduje się, że ma obowiązek liczyć się z innym i swoje własne przeżycia skonfrontować z przeżyciami innych, wejść z nimi w relacje i określić strategie postępowania. W związku z tym powinien powściągnąć swoje emocje i nauczyć się trzymać na wodzy instynkty seksualne. Opanowania tych podstawowych umiejętności oczekuje rozwinięte społeczeństwo. Są one zresztą podstawą do tego, aby pójść dalej w procesie rozwoju. Szczególnie pierwotna gwałtowność i seksualność muszą być opanowane przed rozpoczęciem trzeciego etapu. Jeżeli mimo nieopanowania ich, człowiek wejdzie w fazę kształtowania EGO to efekty mogą być opłakane. Taki osobnik może stać się niebezpieczny dla otoczenia i siebie. Gwałtowne,niepohamowane emocje podsycone instynktem seksualnym i wysoki poziom intelektualny nakierowany na zaspokajanie egoistycznych pobudek – to mieszanka iście śmiercionośna. Niestety obrazki tego typu spotykamy teraz dosyć często. Wykształcony intelekt, dzięki zdobyczą współczesnej techniki i szkolnictwu powszechnemu, nałożony został na nieopanowany drugi poziom rozwoju. Efektem jest wzrost przestępczości i okrucieństwa przestępców.
W zakres tego poziomu wchodzi również nabycie odpowiedniego stosunku do pracy jako sposobu pozyskiwania dóbr. Praca ma stać się metodą na uzyskanie bezpieczeństwa socjalnego. Nauka pracy i współpracy w kolektywie daje dobre podłoże do wstępnego kształtowania się kulturalnej i mało egoistycznej indywidualności. Zapobiega to późniejszym komplikacją i opóźnieniom w rozwoju, bowiem biletem wstępu do stanu oświecenia jest właśnie opanowanie egoizmu.
Drugi poziom jest bazą do startu w kreowanie własnej indywidualności. Ważne jest, aby proces kształtowania emocji, seksualności, i poczucia bezpieczeństwa został zrealizowany w pełni, bo daje on gwarancję dalszego harmonijnego rozwoju.
Na tym poziomie nacisk położony jest na rozwój ciała astralnego. Mental jest słabo zróżnicowany i podlega w dużej mierze ciału astralnemu. Czyli emocje kierują myśleniem. Manas natomiast jest słabo rozwinięty. Pozostałych ciał w ogóle nie widać (patrz Budowa energetyczna).
POZIOM 3
Super mądrala. Jest pewny tego, co wie.
Nacisk położny jest na zróżnicowanie między ciałem astralnym i mentalnym, czyli oddzieleniem emocji od myśli oraz na wstępne kształtowanie i wyodrębnianie ciała przyczynowego.Ten etap to czas rozwoju indywidualności i intelektu.
Na tym poziomie położony jest nacisk na wytworzenie indywidualności i budowanie mocnego, własnego EGO. Nie ma charakterystycznej dla drugiego poziomu solidarności społecznej poprzez identyfikację z tłumem. Przeciwnie, człowiekowi zależy na tym, aby z tłumu się wyróżnić, być lepszym niż reszta. Marzeniem i dążeniem jest osiągniecie sukcesu i sławy.
Myślenie jest już samodzielne. Jednak wielkich zdolności do syntetyzowania dużej ilości danych, jeszcze nie ma. Przeważa myślenie analityczne.
Wnioskowanie jest już oparte na faktach a nie na mniemaniu, tak jak to było do tej pory. Człowiek stara się utrzymać obiektywizm w swoich ocenach rzeczy i sytuacji. Niekoniecznie jednak mu to wychodzi, ponieważ nie jest zdolny do odizolowania się od własnych przekonań.
Emocje dalej są nieopanowane, lecz człowiek chcąc sprawiać wrażenie kulturalnego, ukrywa je. W zachowaniu jest elegancki i przestrzega zasad savuar vivre. Robi to jednak na pokaz i dla własnej satysfakcji. Nie dlatego, że taki jest i inaczej nie potrafi.
Duże potrzeby budowania własnego “ja” mogą doprowadzić do wręcz patologicznego egoizmu. Wewnętrzny przymus osiągnięcia sukcesu i wyróżnienia się prowadzi do chęci posiadania władzy i podporządkowania sobie innych. Dzieje się to zarówno na planie społecznym jak i w rodzinie. Nie jest rzadkością spotkanie despotycznych i nieliczących się z nikim i niczym szefów. Nie rzadko spotyka się również rodzinnych tyranów. Jest prawie pewne, że reprezentują, przynajmniej w pewnym zakresie, trzeci poziom świadomości. Na poziomach wyższych skłonność do tyranizowania innych zanika.
Człowiek tutaj lubi się sprawdzać i podejmować trudne zadania. Lubi konfrontować się z innymi i najlepiej wygrywać. To głównie ludzie z tego poziomu są pomysłodawcami i uczestnikami tzw. wyścigu szczurów.
Rodzina, na drugim poziomie, była celem samym w sobie, tutaj natomiast, pełni raczej funkcje bazy wypadowej w drodze na szczyt. Ma wspierać i pomagać. Za to ewentualnie przypadną jej w udziale efekty zewnętrznej ekspansji.
Jeśli człowiek 3-go poziomu jest jeszcze w dodatku astrologicznym wodnikiem – to rodzina rzadko będzie miała szansę go oglądać.
Szczególnie trudna jest tutaj sytuacja kobiety. Z racji tego, że jest rodzicielką i w pewnym momencie swojego życia reaguje na “zew natury”, rodząc dziecko, to potem przeżywa duże rozterki. Wymagania rodziny zmuszają ją do pozostania w domu i realizowania modelu życia z drugiego poziomu. Natomiast wewnętrzne potrzeby samorealizacji i samookreślenia gnają ją w świat. Mężczyzna w takiej sytuacji, starym zwyczajem, przywdziewa zbroję wojownika, (czyli garnitur i krawat) i wychodzi na pole bitwy. Kobieta jednak nie zostawi swojego dziecka na pastwę losu i nie będzie się bawić w Joannę D’ARC. Jest to dla niej często niewygodna i bardzo frustrująca sytuacja.
Człowiek trzeciego poziomu jest pewien swoich racji. Wydaje mu się że wszystko wie, że osiąga granice ludzkiego poznania
Ludzie tego poziomu są twórcami współczesnej nauki, gdzie panuje paradygmat ograniczenia świata do sfery materialnej. Idolem i autorytetem dla nich jest Kartezjusz – główny pomysłodawca materialistycznego światopoglądu. Stwierdzenie ” myślę wiec jestem” ogranicza istotę człowieka tylko do funkcjonowania w obrębie logiki i redukcjonizmu. Tylko tego rodzaju podejście jest akceptowane przez człowieka z trzeciego poziomu.
Naukowcy, którzy rzeczywiście wnoszą nowe wartości i zmieniają oblicze nauki i świata, geniusze i prekursorzy, znajdują się na wyższych poziomach. Ten poziom przynależy do “rzemieślników” nauki, cierpliwie wykonujących żmudne i rutynowe badania.
Ważny na tym poziomie jest sukces materialny i podkreślanie swojej pozycji przed innymi.
Duży dom, dobry samochód, markowe ubrania, osiągniecie wysokiej pozycji społecznej, tytuły naukowe.
W stosunku do innych ludzi i do swoich partnerów życiowych człowiek trzeciego poziomu ma duże wymagania. Oczekuje od innych, aby zaspokajali jego potrzeby. Jest najczęściej mało tolerancyjny, bo ma przekonanie że on wie najlepiej. W skrajnych przypadkach nie posiada współczucia i litości.
Na tym poziomie człowieka jeszcze nie interesują zagadnienia natury filozoficznej. Wystarczają mu aktualnie panujące trendy myślowe. Z nimi się identyfikuje nie zastanawiając się nad ich sensem.
Nie ma świadomości swoich emocji, a tym bardziej nie interesuje go ich geneza. Nie zagłębia się w meandry własnej psychiki. Ta dziedzina odbioru dla niego najczęściej nie istnieje. Jeśli coś mu dolega, nie pyta, “dlaczego”, tylko idzie do lekarza po odpowiednia pigułkę.
Zwykle ma duże potrzeby poznawcze, co mobilizuje go do nauki. Również potrzeby kulturalne są rozbudzone. Bardzo dba o formę. Jego gusty są wyrafinowane i potrafi odróżnić kicz od sztuki. Lecz tej nie odbiera jeszcze w całej pełni. Za mało ma na to w sobie wrażliwości i empatii.
Dzięki swojej indywidualności jest odporny na indoktrynacje, chociaż będzie płynął z nurtem aktualnie panujących tendencji społecznych stosując strategię największej skuteczności działania. Takiej skuteczności nie zapewnia idealizm i zbytnie nowatorstwo. Zresztą i tak, z samej natury, nie przejawia wielkiej oryginalności myślenia.
Współczesny świat został stworzony przez ludzi z tego poziomu. Czują się oni w nim jak ryba w wodzie. Tymi z drugiego poziomu mogą manipulować i być dla nich autorytetami. Natomiast ludzi z poziomów wyższych bezceremonialnie ignorują i uważają ich za niewartych uwagi nienormalnych i nawiedzonych.
Człowiek na tym poziomie żyje w przeświadczeniu, że jest tyle wart ile ma pieniędzy, tytułów, władzy i znajomości. Jeżeli nie udaje się zdobycie tych cennych dla niego wartości, może wpaść w psychiczne kłopoty. Mieszanka nieopanowanych emocji podsycanych przez pragnienia, ambicje i wewnętrzny przymus budowania samego siebie, wytwarza w człowieku ogromne napięcie. Rozdźwięk miedzy chęciami a możliwościami może prowadzić do “zacięcia się” całego systemu psychicznego. Procesy emocjonalne i mentalne napotykają na przeszkody nie do pokonania i całość może się załamać. Objawia się to ciężkimi nerwicami, chorobami psychicznymi i somatycznymi. Zawał serca – choroba dyrektorów jest tu koronnym dowodem na tą sytuację. Natomiast na poziomie ego-duszy zawiązują się węzły tzw. karmiczne, które w przyszłych inkarnacjach będą stanowiły poważne problemy do rozwiązania oraz blokowały wejście w stan oświecenia.
Trzeci poziom świadomości jest niebezpieczny dla samego człowieka, – bowiem tu nawiązuje się najwięcej karmy, jak i dla społeczeństw i planety. To głównie ludzie z tego poziomu są autorami konsumpcyjnego stylu życia. Liczy się tylko egoistyczny interes jednostek i małych grup, bez zwracania uwagi na konsekwencje dla ludzkości i planety. Doprowadziło to już do degradacji środowiska, którego rezultaty tak dotkliwie odczuwamy.
POZIOM 4
Filozof. Wiem, że nie wiem.
Tutaj ciało astralne jest już “ujarzmione” Świadomości operacyjna lokalizuje się w mentalu, ale manas już daje o sobie znać. Są nawet możliwości zajrzenia do sfery duchowej (patrz Budowa energetyczna…).
Budowanie ego w zasadzie zostało zakończone. Pracą do zrobienia jest teraz usystematyzowanie i oszlifowanie tego, co jest. Przekształcenie informacji i doświadczeń w wiedzę.
Umysł już jest “giętki” i ma spore możliwości. Człowiek ma dobrą pamięć i szybko się uczy. Potrafi “obracać” dużą ilością danych. Na początku wstępnej fazy czwartego poziomu możliwości syntezy są jeszcze ograniczone. Czasami może to wyglądać, tak jakby umysł działał podobnie do wyszukiwarki internetowej. Dużo wiedzy (czy raczej informacji), ale z wyciąganiem samodzielnych wniosków są jeszcze kłopoty. Raczej cytuje niż przetwarza dane.
Człowiek tutaj staje się już autentycznie kulturalny. Widać w nim szlachetność. Cechy te są już w tej chwili jego wewnętrznymi właściwościami, a nie jak było wcześniej – zewnętrznym blichtrem. Prawdziwa, jakościowa zmiana następuje w stanie zaawansowanym tego poziomu, kiedy zbliża się on do fazy destrukcji. Jest to faza przejściowa pomiędzy człowiekiem nastawionym materialistycznie a człowiekiem uduchowionym. To bardzo trudny moment ewolucji.
Pojawia się myślenie syntetyczne, które odsłania, do tej pory ukrytą prawdę. Prawdę o tym, że świat inaczej wygląda niż mu wpajano. Jest to bardzo bolesne odkrycie, ktore burzy dotychczasowe wartości i obala podstawowe filary mentalne.
System wartości człowieka staje się chaotyczny, przez co otoczenie odbiera go jako niewiarygodnego dziwaka.
Cała dotychczasowa wiedza na temat świata staje się wątpliwa, ponieważ nie odpowiada na zadawane już pytania o istotę rzeczy.
Pod koniec tej fazy rozwoju pojawia się możliwość syntetyzowania i dostrzegania faktów, których nie widzą ludzie na niższych poziomach (to, co ukryte pod podszewką).To z kolei naraża ich na oskarżenia o snucie teorii spiskowych.
Odczuwają potrzebę szukania wiedzy, która mogłaby odpowiedzieć na pytania dotykające istoty bytu. Czują już, że nie są tylko ciałem i umysłem, że istnieje coś więcej niż dostrzegają zmysłami. Czują, że jest coś poza światem widzialnym tylko nie potrafią tego jeszcze zidentyfikować i zracjonalizować. Przeczucie to nie jest na poziomie wiedzy, lecz wiary (intuicyjnego przekonania)
Dostrzegają już niedoskonałości polityczne i systemowe tego świata. Do tej pory zasady nim rządzące były przejmowane jako oczywiste.
Wzbudza to w nich dyskomfort psychiczny. Ludzie ci mogą być postrzegani jako wieczne smutasy, ponieważ stale przeżywają głębokie rozczarowanie kondycją moralną tego świata.
Mają ogromną potrzebę wytłumaczenia sobie rzeczywistości poprzez tworzenie idei i teorii. Jest to poziom filozofów i naturalnego filozofowania. Jednak człowiek tutaj nie potrafi jeszcze połączyć sprzeczności w jedną całość. Zadaje pytania, lecz rozwiązania nie potrafi jeszcze uchwycić. Dowodem tego stwierdzenia jest obraz filozofii europejskiej, która jest zbiorem wzajemnie sprzecznych teorii i pytań bez odpowiedzi. Jednak niemożność uzyskania logicznego obrazu całości nie jest właściwością świata a właściwością czwartego poziomu rozwoju.
Rozwija się wgląd we własną psychikę. Człowiek tutaj czuje potrzebę przemeblowania swojego świata wewnętrznego. Często szuka pomocy u psychologów i nauczycieli duchowych.
Na rozszyfrowanie tajemnic bytu nie daje odpowiedzi religia masowa. Szuka, więc źródłowej głębi duchowej poza nią, sprawdzając po swojemu różne prądy duchowe.
Na tym poziomie zaczyna się prawdziwy odbiór sztuki, ponieważ są już wykształcone odpowiednie właściwości umysłowe, takie jak wrażliwość, empatia, rozumienie. Zainteresowania zwykle dotyczą tych dziedzin i nauk, ktore pomogą w zrozumieniu świata. Często też człowiek wybiera zawód związany z tymi zainteresowaniami, choć może on być bardzo niepraktyczny. Ale poradzi sobie z każdą pracą, chociaż nie koniecznie musi go ona pasjonować.
Prawdziwy filozof jest tak pochłonięty dociekaniami, ze nie ma czasu ani ochoty, na co innego. Rodzina np. nie leży w centrum jego zainteresowania. Nie jest to, bowiem główny temat tego poziomu rozwoju. W bliskich sobie ludziach szuka bratnich dusz i oczekuje od nich partnerstwa. Sam zresztą potrafi być dobrym, wyrozumiałym, i pełnym empatii partnerem.
Od tego poziomu rozwoju zaczynają się kłopoty z funkcjonowaniem w cywilizacji. Jest ona, bowiem reprezentowana głównie przez ludzi na poziomie drugim i trzecim. Zrozumiałe jest, zatem, że zasady w niej panujące są trudne do zaakceptowania przez ludzi na wyższych poziomach rozwoju.
POZIOM 5
Mag- Wiem, że wiem.
Świadomość operacyjna w zasadzie lokalizuje się jeszcze w mentalu ale jest już pod dużym wpływem ciała przyczynowego. Człowiek taki posiada również spore możliwości sięgnięcia do sfery ducha.
Do tej pory, rzeczy działy się w osobowości. To ona była silniejsza i mądrzejsza od duszy. Od poziomu piątego zaczyna być odwrotnie. Teraz osobowość traci wolną wolę a kierownictwo przejmuje dusza. Odbywa się to gwałtownie i skokowo. Ego-osobowość wręcz “wybucha” dając wolne pole dla duszy lub raczej dusza przejmuje osobowość. Może być to przeżyte jako iluminacja. Otwiera się wtedy połączenie z duszą, czyli naszą kosmiczną istotą. Zjawisko to można porównać z podłączeniem komputera do internetu. Konsekwencją tego jest potem możliwość wnikania poprzez ego-duszę do wiedzy i informacji prosto z uniwersalnego pola przyczynowego. Istotne jest to, że kontakt z polem przyczynowym jest bezpośredni a nie odbywający się za pomocą innych istot (chanelling) Jest to prawdziwe jasnowidzenie. Nazywane jest ono, niezbyt precyzyjnie, intuicyjnym.
Na niższych poziomach również jasnowidzenie, wystepuje ale ma zupełnie inny charakter. Polega ono na kontakcie z polem astralnym lub wręcz z istotami tego pola. Wyniki takiego widzenia są nieobiektywne i nie dotyczą przyczyn. Taki jasnowidz nigdy nie odpowie na pytanie, “dlaczego”. Stwierdzi tylko fakt istnienia i to też nie całkiem obiektywnie, bo jego widzenie zabarwione jest własnymi emocjami i przekonaniami. Poza tym nie widzi istoty rzeczy tylko iluzje na jej temat.
Dopiero pole przyczynowe jest poza sferą emocji, przekonań i iluzji. Czystość odbioru jedynie może zakłócić filtr własnego umysłu. Informacja może być odebrana prawidłowo, lecz logiczny umysł zinterpretuje ją po swojemu.
Zdobywanie informacji bezpośrednio z pola przyczynowego odbiera się jako gwałtowne wtargniecie pełnej wiedzy na dany temat. Nagle wszystko staje się zrozumiale, ze wszystkimi zależnościami i skutkami. Ten rodzaj zdobywania wiedzy nazywa się doświadczeniem wglądu.
Nowy sposób poznania wywołuje zachwyt graniczący z euforią. Człowiek na nowo odkrywa świat. Wszystko go fascynuje i cieszy.
Na tym poziomie człowiek może zostać geniuszem, jeżeli ma jakiś konkretny talent i zadba o niego. Wówczas efekty jego pracy będą nadzwyczajne.
Od tego momentu rozwoju staje się świadomy swojej mocy. Wychodzi mu stwarzanie pożądanej rzeczywistości. Dusza na razie jemu w tym pomaga lub przynajmniej nie przeszkadza. Wzrasta poziom odpowiedzialności, ponieważ człowiek ma świadomość prawa karmy. Jednak istnieje tu pewna pułapka. Jest to poziom bardzo przyjemny i niechętnie się z niego rezygnuje. Można w nim więc utknąć na bardzo wiele wcieleń. Poza tym istnieje niebezpieczeństwo utraty pokory i nabrania zbyt wielkiego mniemania o sobie.
Osobowość jest “miękka” i kulturalna. Emocje są już uświadamiane i dzięki temu częściowo kontrolowane.
Wrażliwość wzrasta na, tyle, że człowiek odbiera stany emocjonalne i mentalne innych ludzi. Często osoba taka czuje wręcz “ból świata”. Empatia i współczucie dla innych istot przejawia się czasami jako wręcz demonstracyjny wegetarianizm, pacyfizm i dbanie o środowisko naturalne. Człowiek na tym poziomie jest dosłownie chodząca radością. Wszystko go cieszy, wszystko akceptuje i świetnie się bawi. Chce żyć i żyje pełnią życia. Nie za bardzo smucą go nawet porażki. Z klęsk wychodzi jak feniks z popiołów.
Tego poziomu dotyczy filozofia New Age. Jej głównym założeniem jest przekonanie, że człowiek wszystko może, byle miał tylko w sobie dość woli i optymizmu. Myśl jest stwórcza i wystarczy tylko chcieć a rzecz się stanie. Na tym poziomie człowiek rzeczywiście tak myśli. Zauważa sukcesy, ignoruje porażki. Sukcesy są jego autorstwa, a porażki? – nie wiadomo skąd się wzięły.
Lecz mijają wieki i dusza dojrzewa. Ewolucja upomina się o swoja schedę. Czar piątego poziomu pryska. Okazuje się, że coś tu się nie zgadza i nie o to chodzi.Obecny stan umysłu wchodzi w destrukcję. Dusza przestaje brać udział w zabawach osobowości. A gdy ta nie ma wsparcia u tego wielkiego mecenasa, przestaje odnosić sukcesy. Człowiek wpada w czarną rozpacz, i rzeczywiście ma ku temu powody. Najczęściej, bowiem wali się całe jego życie. Zaczyna się, jak to bardzo celnie nazwał św. Jan od Krzyża, – ciemna noc zmysłów. Dusza odwraca się od świata i zwraca do transcendentalnego ducha. Pryskają wszystkie iluzje mocy i wielkości. Nie są one wiele warte, bo podszyte lękiem, i pychą. Okazuje się, że liczy się zupełnie, co innego. Prawdziwą moc można osiągnąć, kiedy zamieni się lęk na miłość a pychę na pokorę.
Zaczyna się doniosły proces alchemicznej transmutacji, w której ołów zamienia się w złoto i z ziemskiego jaja wykluwa się kosmiczna istota.
Człowiek zaczyna poznawać prawdziwego siebie. Okazuje się, że jego intencje były egoistyczne, a dążenia wcale nie duchowe. Rozpoczyna się walka z własnym cieniem ( z programami podświadomości). Jest to etap bardzo nieprzyjemny. Własna moc zostaje tu użyta do realizacji, tych właśnie niechcianych programów, które teraz się ujawniły. Poprzez mechanizm zwany lustrem, człowiek konfrontuje się sam z sobą. Środowisko i sytuacje pokazują mu jego własny obraz. Potrafi to odczytać, bo już jest świadomy mechanizmów rządzących materią i energią. Stan taki ciągnie się latami. Jest to czas tak trudny, że wyczerpuje człowieka totalnie. Zupełnie odechciewa mu się walki i traci ochotę na cokolwiek. I o to właśnie chodziło w tym procesie. Zmęczenie doprowadziło wręcz do deprywacji sensorycznej. Teraz całe wnętrze jest “wyzerowane” i dusza może wejść na zaawansowany duchowo, poziom szósty.
POZIOM 6
Mędrzec
Poddanie
Świadomość operacyjna jest głównie w sferze przyczynowej.
Dusza już na dobre odwróciła się od planu ziemskiego. Odtąd jej jedynym pragnieniem jest oświecenie. Ponieważ osobowość jest tutaj pod całkowitym wpływem duszy, człowiek na ziemi odczuwa to samo. Życie postrzega jak iluzje, odrealnione zjawiska. Jak film, który jest wyświetlany obok niego. Nie identyfikuje się z nim, a tym samym, z życiem. Żyje jak pustelnik wśród ludzi. Niezrozumiany i niedoceniany. Nie zależy mu z resztą na tym, na uciechach tego świata, na jego blichtrze i aprobacie.
Funkcje umysłowe są maksymalnie rozwinięte. Jest pełne, trójwymiarowe zrozumienie. Tu opanowuje trudną sztukę nie myślenia. Można powiedzieć, ze większość czasu przebywa w stanie medytacji. Myślenia konkretnego używa tylko wtedy, kiedy musi. Wcale to nie znaczy, że jest nieprzytomny. Przeciwnie, jego bystrość umysłu i uwaga są genialne. Rzecz polega tylko na tym, że nie “miele” umysłem stale tych samych myśli. To on myśli a nie myśli myślą się same. Tak samo dzieje się z emocjami. Są tylko reakcją na bodźce. Nie są podsycane myślami i nie “kołatają się” nieskończoną ilość czasu. Od tego momentu człowiek jest całkowicie zrównoważony. Nie żądzą nim już potrzeby i pragnienia. To on decyduje o nich.
Ma całkowity dostęp do wiedzy. Już nie doświadczeniem wglądu – tak jak było to na piątym poziomie, lecz szeroka świadomość rzeczywistości utrzymuje się stale. Stały wgląd w sferę przyczynową czyni go prawdziwym jasnowidzem. Potrafi odczytać stany umysłowe ludzi, przewidziec ich reakcje i przyszłe działania. Chociaż ma takie umiejętności, nie zajmuje się wróżeniem. Nie jest to, bowiem zajęcie dla mędrca. Zdaje sobie, bowiem sprawę, że tego rodzaju działalność nie ma sensu.
Najważniejszym odkryciem tego poziomu jest świadomość małości ludzkich spraw. Widać stad, ze sprawy te maja tylko doraźne znaczenie jako ćwiczenie dla osobowości i duszy. Ich wynik jest nieważny. Liczy się tylko efekt rozwojowy. Jak powiedział mistrz Echart (wielki mistyk europejski) “Nie ważne jest co człowiek robi, lecz ważne jest to, co to co robi, robi z człowiekiem”
Na tym poziomie transcendentalna świadomość prowadzi człowieka. Nie jest on już miotany przymusami, ambicjami, dążeniami. Poddaje się wyższej woli.
“Panie, nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie.”
Odtąd już nigdy nie będzie forsował swoich własnych pomysłów i nie będzie podkreślał swojego znaczenia dla świata.
Jest cichy i skromny. Nie używa mocy, ani dla własnych potrzeb, ani cudzych, bo wie, że nie ma to znaczenia. Z tego poziomu wygoda się nie liczy. Ważny jest tylko rozwój i dążenie do uduchowienia. Dobre jest wszystko, co temu pomaga i odwraca uwagę od zabawy w życie. Jako człowiek jest już doskonały. Jego budowanie siebie, zostało zakończone. Wchodzi już w etap autodestrukcji, jako istoty ziemskiej. Tak jak na piątym poziomie osobowość jako samodzielna istność, zanika, tak teraz i dusza staje się niepotrzebna. Oczekuje na zjednoczenie z jaźnią. Procesowi temu towarzyszy ogromne rozdarcie i smutek. Trzeba, bowiem umrzeć jako człowiek. Wyrzec się wszystkich ludzkich przymiotów, z którymi było się przez tysiace lat ewolucji. Ażeby urodzić się jako istota kosmiczna, należy zabić w sobie człowieka. Jest to najbardziej koszmarne doświadczenie, jakie można przeżyć. Człowiek nie należy już do ziemi a jeszcze nie do “nieba” Jest zawieszony w pustce.Św. Jan od Krzyża i na to nalazł znakomite określenie – ciemna noc ducha.
W takim to właśnie stanie człowiek oczekuje na oświecenie, czyli otwarcie mu drzwi do “domu Pana”
POZIOM 7
Oświecenie.
Stan jedności z Wszechrzeczą
Świadomość operacyjna jest na szóstym poziomie, lecz w tle zawsze jest obecna świadomość wyższa.
Po przejściu strasznego doświadczenia “odczłowieczenia” spotyka duchowego adepta wreszcie zasłużona nagroda. Zostaje odcięta ziemska kotwica i wykonuje on skok poza matrix, uzyskując dzięki temu absolutną wolność. Poczucie tej wolności jest wręcz euforyczne. Odtąd będzie ją odczuwał zawsze bez wzglądu na to, jakie fizyczne niewole i niedole spotkałyby go. Życie staje się z powrotem normalne. Przestają dręczyć egzystencjalne problemy. Nie dzieli juz włosa na czworo i po prostu żyje.
W filozofii zen mówi się, że:
Drzewa są z powrotem drzewami, woda znowu jest po prostu wodą i można zwyczajnie wypić herbatę.
Dodatkowym efektem mogącym towarzyszyć oświeceniu może być poczucie jedności ze wszystkim. Jest to niesamowite odczucie i największa ekstaza, jakiej może doświadczyć człowiek. Lecz stan ten trwa chwilę i jest swego rodzaju prezentem od Boga. Ciągłe jego utrzymanie jest niemożliwe i niepotrzebne. Pozostaje po nim jednak wiedza i świadomość tego jak jest naprawdę. Wiedza o tym, że wszystko ze wszystkim jest połączone i istnieje w dynamicznej równowadze. Całe stworzenie zbudowane jest z tego samego, a wszystko to, wzajemnie się przenika.
Jednak ekstazy i euforie nie są właściwą treścią oświecenia. Można ich doświadczyć również na każdym innym poziomie świadomości. Stany te można odczuć, gdy uda się dostroić do pewnych częstotliwości wibracji. Daje to wówczas w ciele i umyśle takie właśnie efekty. Co prawda, dostrojenie do nich jest trudne, bo są to częstotliwości będące poza zakresem tego co człowiek standardowo odbiera.
Oświecenie to stan, w którym odczuwa się głęboki, niczym niezmącony spokój. Czuje się za sobą potęgę i majestat wszechświata. Spokój jest tak gruntowny, że nic nie może go zmącić. Gdzieś w tle stale jest stan taki, jak w głębokiej medytacji.
Nie ma lęków – nawet, lub przede wszystkim, lęku przed śmiercią. Jest to przebywanie w stanie takiego komfortu wewnętrznego, że żaden komfort zewnętrzny nie jest juz niezbędny. Jest to stan bez potrzeb, pragnień, ambicji, motywacji. Czyli żadnego przymusu wewnętrznego. Wolność od przekonań daje możliwość całkowicie obiektywnego spojrzenia. Rzeczy i zjawiska widzi się takimi, jakie one są. Bez interpretacji przepuszczonej przez filtr własnych wartości. Człowiek widzi, że wszystkie konstrukcje świata są umowne. Ludzki system wartości przestaje istnieć. Zastępuje go prawo kosmiczne, w którym nie ma kategorii dobra i zła. Istnieje tylko miłość. Jednak to pojecie miłości niewiele ma wspólnego z ludzkim rozumieniem tego terminu. Miłość (boska, uniwersalna, chrystusowa) to absolutna tolerancja i akceptacja. Wybaczanie a priori, i tkliwa życzliwość. Miłość ta może tylko dawać, nie oczekując nic w zamian. Z wysokości tego stanu patrzy na istoty świata, tak jak matka patrzy na swoje dzieci. Pozwala popełniać błędy i wiecznie wybacza. Człowieka oświeconego nie można obrazić ani skrzywdzić, ponieważ kategorie ludzkiego “ja” już go nie dotyczą. Nie ma uczucia dumy i honoru, ale żaden człowiek nie jest w stanie uszczuplić jego poczucia własnej wartości.
Oświeconemu przyświeca myśl- “Panie, wybacz im, bo nie wiedza, co czynią”
Człowiek oświecony na pierwszy rzut oka niczym nie wyróżnia się. Nie świeci, nie lata, nie czaruje. Jest po prostu mądry, a to mogą dostrzec nieliczni. Różnicę pomiędzy nim a zwykłym człowiekiem najwyżej widzi jasnowidzący będący również na wysokim poziomie.
Oświecenie jest ostatnią zdobyczą ewolucyjną, jaką można osiągnąć w świecie materialnym. Jest wiec to koniec ewolucji w naszym pojęciu. Oświeceni, jeśli się wcielają, to nie z konieczności, lecz w celu wykonania jakiegoś zadania. Przychodzą tu jako awatarowie.
Ten etap ewolucji nie jest ostatnim. Jest etapem pierwszym dalszej ewolucji, juz poza formą. Jak ona wygląda? Nawet się nie domyślam.
Poziomy bytu
Tantra wymienia siedem głównych poziomów bytu. Materia jest warstwą najbardziej gęstą, licząc od naszej strony – dolną. To, co nazywamy duchem – warstwą ostatnią – najrzadszą.
Wymieniając je po kolei:
1. poziom fizyczny (materialny)
2. poziom eteryczny
3. poziom astralny
4. poziom mentalny niższy
5. poziom mentalny wyższy – manas
6. poziom duchowy – buddhi
7. poziom duchowy – atma
1. Poziom fizyczny
Materia
Najbardziej gęsta forma fal wszechświata (patrz Współczesne teorie….teoria korpuskularno- falowa)
Materię doskonale znamy. Cała nauka skupia się wyłącznie na niej. Daruję, więc czytelnikowi i sobie opisy.
Istoty, których zasięg świadomości ogranicza się wyłącznie do tego poziomu to tzw. materia nieożywiona.
2. Poziom eteryczny
Jest matrycą informacyjną dla materii ożywionej, warunkiem przejawienia się życia. Organizm żywy pozbawiony ciała eterycznego, przestaje być żywy.
W zakresie tylko tych dwóch poziomów znajdują się rośliny i zwierzęta niższe (bezkręgowce)
3.Poziom astralny
Jest to sfera wrażeniowa. Tu odbywa się tworzenie wrażeń jako reakcji na bodźce. Formą złożoną wrażeń i reakcji są emocje.
Sfera astralna jest bardzo bogata w przeróżne formy, które są materializacją emocji.
Przebywają tu również ciała astralne ludzi. Są tu najgorsze potwory i demony, wampiry energetyczne, ciała astralne ludzi i zwierząt w różnym stopniu rozkładu, tzw. duchy, zmaterializowane emocje w postaci, czarnych chmur, noży mieczy i innej broni. Całe mnóstwo astralnych śmieci i istot nie najwyższego autoramentu.
Z formami astralnymi spotykamy się, na co dzień. Większość ludzi nie ma pojęcia, że to się dzieje. Obecność istot astralnych objawia się różnymi dziwnymi zjawiskami (stukanie, przesuwnie, inne dźwięki). Czasami nasze złe samopoczucie jest spowodowane ich ingerencją. Np. nagłe osłabienie, nagły ból, który przechodzi w łagodniejszy, ale przewlekły, złe nastroje a nawet stany depresyjne, napady agresji.
Nie znaczy to jednak, że wszystkie nasze niedomagania spowodowane są obcymi formami astralnymi. Najczęściej, niestety, atakują nas nasze własne formy i przyczyn złego samopoczucia należy przede wszystkim szukać w sobie. Istnieje zresztą nieprzekraczalna zasada synchronizacji. Jeżeli obca forma nie ma odpowiednika w naszej własnej to nie może się podłączyć. Najlepszą gwarancją astralnego bezpieczeństwa jest czystość psychiki, czyli brak w swojej własnej konstrukcji elementów destrukcyjnych. Jeśli człowiek jest czystą miłością to jest niedostępny dla form astralnych.
Realność tych wszystkich form czasami bywa wątpliwa. Lecz, jak wszystko we wszechświecie, jest w tym samym stopniu realne, co nie realne.
Są w astralu również całkiem przyjemne istoty. Zamieszkują one rejony o wyższych wibracjach. Chętnie pomagają ludziom wcielonym. Bywają tu również istoty wyższe chcące nawiązać kontakt z materią.
Astral to gęsto zamieszkała sfera, w której panują stosunki czasami dużo gorsze niż w świecie materialnym. Pokazują się tam najgorsze instynkty ludzi, które na ziemi można zakamuflować. Tam wszystko widać jak na dłoni.
Do poziomu tego sięgają zwierzęta wyższe.
4. Poziom mentalny niższy (mental)
Tu powstają myśli konkretne. Myśl logiczna i analityczna. Jest to myślenie używane, na co dzień i potrzebne do normalnego funkcjonowania. Jest to sfera intelektu.
Interpretuje dane zebrane ze środowiska w postaci bodźców zmysłowych i tworzy z nich tzw. naoczność. Wydarzenia naoczności systematyzuje w czasie i przestrzeni tworząc w ten sposób obraz świata, czyli przedstawienia.
Gdyby nie intelekt i tworzona przez niego naoczność nie mielibyśmy takiej “ostrej” świadomości świata, jaką mamy. Świadomość bez naoczności była by mglista i niekonkretna.
Sfera mentalna tworzy tzw. nieba, czyli strefę gdzie przebywają ciała mentalne ludzi po śmierci ciał fizycznych, eterycznych i astralnych. Tutaj można sobie stworzyć samą myślą swoją własną rzeczywistość. Będzie ona adekwatna do przekonań i wyobraźni danego człowieka.
Tu znajdują się również wizje i fantazje zbiorowe dotyczące religijnych mitologii i wyobrażeń na temat życia po śmierci. Podobno najciekawsze i najbogatsze jest niebo egipskie.
Świadomość mentalna człowieka po śmierci przeniesie się tam, z czym zgodne są jego wyobrażenia za życia. Współczuję tutaj chrześcijanom. Ich świat mentalny jest ubogi, smutny i przesiąknięty cierpieniem.
Poziom mentalu niższego jest jeszcze strefą formy. Wytwory myśli układają się w obrazy, które można zobaczyć “okiem” ciała mentalnego.
Świat ten jest względnie trwały. Trwalszy od astralnego. Jednak ciało mentalne umarłego człowieka też w końcu się rozkłada i pozostaje tylko ciało przyczynowe. To ciało jest trwałe i podlega reinkarnacji.
Do najniższych warstw tego poziomu dorastają niektóre zwierzęta. Są to ssaki, które uważamy za inteligentne np. małpy i psy.
5. Poziom przyczynowy (manas)
Jest to już sfera czystej myśli pozbawionej formy.Tu znajdują się archetypy, czyli wzorcowe matryce dla tej sfery i sfer niższych. Matryce te są tutaj wprowadzone częściowo ze sfer wyższych – jako potencjał a częściowo zależą od sfer niższych – konkretne wypełnienie treścią i zrealizowanie potencjału.
Tu znajdują się ciała przyczynowe ludzi, (dusze) Są to prywatne, jednostkowe skupiska energii przyczynowej będącej reinkarnującym się ego. Jako potencjał ego jest archetypem, który każdy człowiek ma obowiązek wypełnić treścią i stworzyć z pustej “formy” niezależną w swoim rozumie indywidualność. Ciało przyczynowe jest jak niezapisany dysk twardy. Inkarnując się w ciała fizyczne na dysk ten wprowadzane są kolejne pliki. Zasady tego zapisu umieściłam w artykule Reinkarnacja i karma.
Od stopnia rozwinięcia ciała przyczynowego zależy przyczynowa świadomość człowieka. Zdecydowana większość współczesnych ludzi ma małą świadomość tej sfery. Ich ciała przyczynowe są mało przytomne i nieświadome. Ten fakt jest przyczyną nie pamiętania poprzednich wcieleń. Wspomnienie, bowiem o nich istnieje właśnie w tym nieświadomym ciele. Ich ziemska świadomość kończyła się na ciele mentalnym a ono jest śmiertelne. Dla ludzi na niskich poziomach, z tych właśnie oczywistych względów, świadomość reinkarnacji nie istnieje.
W strefie tej znajdują się archetypy zaplecza fizycznego, kulturalnego i społecznego dla świata. Są one potencjałem wypełnionym przez pracę ewolucyjną świata. Sferę tę można określić umysłem lub rozumem planetarnym.
Sfera przyczynowa jest “miejscem” gdzie lokalizujemy rozum i sumienie. Są to najwyższe aspekty istoty samoświadomej.
Rozum “zajmuje” się syntezą wszystkiego, co człowiek wie i czego nie wie, ale przewiduje jako przypuszczalne fakty wynikające ze znanych mu przesłanek.
Rozum buduje pojęcia. Łączy pojęcia w nowe pojęcia, tworzy symbole. Przechowuje doświadczenia, czyli jest pamięcią. Wszystko, co pamięta i wie, syntetyzuje tworząc wiedzę i mądrość.
Sumienie jest zbiorem uwewnętrznionych wartości moralnych. Podłożem dla sumienia jest rozum i intuicyjne dane z wyższych sfer bytu. Stanowią one aprioryczne wartości, których człowiek nie jest w stanie zanegować i czynić wbrew nim. Sumienie stanowi istotę człowieka rozwiniętego.
Człowiek wysoko rozwinięty jest przede wszystkim rozumem i sumieniem.
Indywidualność ludzi słabo rozwiniętych (słabo rozwinięte ciało przyczynowe) jest wątpliwa. Nie posiadają, bowiem oni własnego rozumu i sumienia jak też prywatnej reinkarnacji. Podlegają rozumowi zbiorowemu. Nie potrafią samodzielnie myśleć i tworzyć. Są to ludzie pierwszego, drugiego i częściowo trzeciego poziomu świadomości. Jest ich w tym cyklu ewolucyjnym na ziemi przytłaczająca większość.
6. Poziom duchowy
Termin ten obejmuje właściwie dwa poziomy – buddhiczny
Dla tego stanu duszy wszelkie systemy przekonań są tylko lokalnymi wariantami rzeczywistości. Tu istnieje tylko wibracja miłości uniwersalnej, czyli totalnej tolerancji.
7.Wyższy poziom duchowy (atmaniczny)
Sfera ta zawiera w sobie cały wszechświat objawiony. Ludzie Ci patrzą na Świat ze zrozumieniem jego zawiłości. Panują nad swoimi myślami, emocjami oraz ciałem.
Nauki wschodnich Mistrzów
Żywa istota z natury posiada znikomą niezależność i sama może sobie wybrać dobry lub zły los, ale zapominając o Najwyższym, oddaje się siłom natury materialnej. Pod wpływem tych sił utożsamia się z ciałem i – mając na względzie interes tego ciała – przywiązuje się do różnych czynności. Czasami znajduje się pod wpływem siły ignorancji, czasami pasji, a czasami dobroci. Wskutek tego żywa istota otrzymuje różnego rodzaju ciała stosownie do sił materialnej natury.
Śrimad Bhagavatam 4:29:26-27
Żył kiedyś mistrz duchowy, który chciał nauczyć swego ucznia, czym są pragnienia materialne. Nauczyciel powiedział do ucznia: “Znam starego człowieka, który mieszka niedaleko stąd i właśnie leży na łożu śmierci. Przyprowadź swoją piękną, młodą siostrę i złóżmy mu wizytę”. Zanim weszli do pokoju, gdzie umierał ów stary człowiek, mistrz pouczył ucznia: “Kiedy wejdziesz do pokoju, obserwuj oczy starca”. Mistrz, jego uczeń oraz piękna siostra ucznia weszli do pokoju starca. Uczeń od razu spostrzegł, że stary człowiek nie mógł oderwać wzroku od pięknej, młodej dziewczyny! Mimo że starzec był przykuty do łóżka i nie mógł się poruszać, nadal odczuwał pragnienie przyjemności seksualnej. Pewnie nie mógłby już odbyć aktu seksualnego, ale jego pragnienie przyjemności było wciąż tak samo silne jak dawniej.
Tak oto mistrz pokazał uczniowi, że pragnienie przyjemności zmysłowej trwa nawet wtedy, gdy przestają działać narządy zmysłów. Innymi słowy, pragnienie zadowalania zmysłów żyje dłużej niż narządy zmysłów, służące zaspokajaniu pragnień.
Historia o starcu, który pożądał przyjemności seksualnej, chociaż jego narządy płciowe nie mogły już funkcjonować, pomaga lepiej zrozumieć związek między ciałem subtelnym (materialnymi pragnieniami i planami) a ciałem zewnętrznym. Ciało subtelne jest rezerwuarem pragnień, przyjemności zmysłowej, ciało zewnętrzne jest pojazdem, czy też narzędziem, za którego pomocą jaźń usiłuje zaspokoić takie pragnienia.
Język jest zewnętrznym, materialnym przejawem pragnienia smakowania, narządy płciowe są materialnym przejawem pragnienia przyjemności seksualnej, nos jest takim samym przejawem pragnienia cieszenia się zapachami i tak dalej.
W chwili śmierci pozostawiamy za sobą to “połączenie”, maszynę służącą do zaspokajania pragnień. Jednakże nie pozostawiamy za sobą naszego pragnienia przyjemności zmysłowej, pragnienia panowania nad materialną naturą. Jesteśmy ciągle związani z pragnieniem pozostawania w świecie materii.
Materialna natura dostarcza nam kolejnych fizycznych ciał materialnych, ponieważ tego właśnie w istocie pragniemy. I dopóty, dopóki chcemy panować nad materią i zadowalać się nią, otrzymujemy ciała materialne, jedno za drugim.
Dogadzanie zmysłom nie daje satysfakcji. Jest to kolejny dowód na to, że nie jesteśmy ciałem. Niezależnie od tego, jakich zmysłowych przyjemności zaznamy, nie osiągniemy wewnętrznego zadowolenia.
Ludzie często tak bardzo pragną znaleźć szczęście za pośrednictwem zmysłów, że próbują naraz zadowolić kilka z nich. Równocześnie oglądają telewizję, słuchają radia, chrupią czipsy, piją piwo i palą papierosy. Obejmują swoją sympatię. Dobrze też mieć obok siebie jakieś pisma, na które będzie można rzucić okiem, gdy na ekranie pojawią się reklamy. W ten sposób próbują zaspokoić każdy ze zmysłów, a jednak nie czują się usatysfakcjonowani: ciągle chcą czegoś więcej.
Możemy się najeść aż do bólu brzucha- a jednak mimo to będziemy chcieć więcej! Nawet, jeśli ból stanie się nie do zniesienia, będziemy pragnąć wciąż więcej, bo my, jaźń nie jesteśmy pełni. To, że nadal możemy czuć pustkę, choć potrzeby ciała i jego pragnienia zostały zaspokojone, dowodzi, że ciało nie jest nami.
Rzut oka na życie bogatych i sławnych ludzi, którzy mieli większe niż inni możliwości zaspokajania zmysłów, ujawnia tę samą prawdę. Bogaci i sławni mają dość pieniędzy, władzy i wpływów, aby w swojej pogoni za szczęściem być tam gdzie chcą i robić to, czego pragną. Zwykli ludzie często zazdroszczą im tych możliwości. Niewątpliwie większość z nich uważa, że ci, którzy mają wszystko są szczęśliwi, dlatego mniej zamożni starają się zmienić swój status.
W rzeczywistości, wizerunek ” szczęśliwych bogaczy “, który utrwalił się w umysłach większości ludzi jest jeszcze jedną iluzją. Pieniądze ułatwiają zaspokojenie potrzeb zmysłowych, nie zapewniają jednak rzeczywistego szczęścia ani satysfakcji.
Przykłady bogatych i sławnych ludzi, którzy mimo wszystkich doznanych przyjemności popadli w taką depresję, że popełnili samobójstwo, można by mnożyć. Jeszcze dłuższa jest lista tych, którzy znaleźli się w szpitalach psychiatrycznych. W istocie, poczucie pustki i braku celu, frustracja i niepokój nawiedzające serca setek milionów bogatych ludzi są w zamożnych krajach Zachodu zjawiskiem powszechnym. Ogromna większość mieszkańców zamożnych krajów, próbuje ze wszystkich sił zaspokoić swoje zmysły i choć dysponuje pełnią możliwości, wciąż jest nieszczęśliwa. Wielka i wciąż rosnąca rzesza alkoholików i narkomanów oraz wzrastająca ilość rozwodów i samobójstw jest miarą tego nieszczęścia.
Tak więc, jeśli nawet zaspokoimy wszystkie bieżące potrzeby swojego ciała i dostarczymy mu nieskończonej ilości zmysłowych rozkoszy – i tak nie osiągniemy satysfakcji.
Według największych filozofów jesteśmy stworzeni z energii całkowicie odmiennej od materii. Jesteśmy niepodzielną jednostką elementu znanego jako życie. Tak więc są dwie podstawowe energie: materia i życie. Nasze ciało utworzone jest z materii, ale my – jaźń jesteśmy iskrą życia. Kiedy przebywamy w materialnym ciele, czy jesteśmy z nim związani, ciało to nazywa się żywym organizmem. A więc, odpowiedź na pytanie:
” Kim jesteśmy? ” brzmi: Jesteśmy cząstką życia. Przebywamy obecnie w materialnym ciele. Tymczasowo posiadamy je i używamy.
Ta cząstka życia czasem nazywana jest jaźnią, czasem atmą, czasem duszą, a czasem jeszcze inaczej. Każda indywidualna cząstka życia jest atmą, jaźnią. Innymi słowy: każda indywidualna jaźń jest indywidualną cząstką życia. Jesteśmy indywidualną cząstką życia. Jest nieskończenie wiele takich cząstek życia – niezliczona ilość atm. Każda atma czy jaźń jest samoistną, świadomą cząstką życia. A więc każda indywidualna jaźń jest wieczna i nigdy nie da się jej zniszczyć ani podzielić.
Kiedy my, jaźń czy cząstka życia, przebywamy w materialnym ciele, wówczas manifestuje się w nim życie. Kiedy jaźń je opuszcza, ciało nie daje oznak życia. Niektórzy wierzą, że kiedy fizyczne ciało nie przejawia już oznak życia, to świadczy to o tym, że życie, obecne w nim wcześniej, przestało istnieć. Ale tak nie jest. Gdy ciało nie daje już oznak życia, dzieje się tak nie dlatego, że życie przestało w nim istnieć, lecz dlatego, że jaźń, cząstka życia, odeszła z tego ciała. Nie jest więc tak, że cząstka życia przestaje istnieć ale, że nie działa już ona na materialne ciało.
Kiedy przebywamy w materialnym ciele i wpływamy na nie, nazywa się je “żywym”. Kiedy je opuszczamy, ciało nazywa się “martwym”. Słowo “martwy” dotyczy więc jedynie materii. W rzeczywistości “martwota” czy “brak życia” – to główne właściwości materii. Materia jest zawsze martwa. Dopiero, kiedy znajdzie się pod wpływem elementu życia, nazywa się ją “żywą”.
W rzeczywistości jednak, to nie materia jest żywa; w ścisłym sensie to jaźń czy cząstka życia – osoba właśnie – jest żywa w swej istocie i działa na materię tak, że wydaje się ona żywa. Kiedy cząsteczka życia przestaje wpływać na materię, ujawnia się jej prawdziwa, martwa natura. Ponieważ to my jesteśmy tą cząstką życia, dlatego też siła życia jest naszą istotą. My nigdy nie możemy być martwi.
Reinkarnacja – to ponowne wcielanie się. Słowo inkarnować wywodzi się od carnal, oznaczającego materialnie (fizycznie) pojęte ciało i krew. Inkarnacja dotyczy więc osoby zamkniętej w materialnym ciele – oznacza przyjęcie następnego, materialnego ciała po śmierci obecnego. Reinkarnację nazywa się również transmigracją jaźni lub duszy. Jaźń przenosi się, czyli transmigruje ze starego lub bezużytecznego ciała do nowego.Nie musimy posiadać wielkiej wiary aby zaakceptować realia reinkarnacji, transmigrację jaźni. Możemy zaobserwować realia tego procesu już teraz.
Jaźń ciągle transmigruje z jednego ciała do drugiego – co siedem lat, co rok, co minutę. Jaźń transmigruje z ciała niemowlęcia w ciało dziecka, następnie w ciało nastolatka i tak dalej. Ktoś, kto niegdyś mieszkał w młodym ciele, teraz żyje w ciele w wieku średnim; ktoś, kto żył w ciele w średnim wieku, teraz żyje w ciele starym. Młode ciało, w którym mieszkał kiedyś już nie istnieje. Ten proces zachodzi wokół nas, na naszych oczach: ludzie porzucają jedno ciało, przyjmując inne. To nie jest to samo ciało – ciało starego człowieka nie jest jedynie „starszą wersją” jego ciała z okresu młodości. Wszystkie molekuły, które tworzyły ciało tego człowieka uległy wymianie. Tamto ciało przestało istnieć, ale ten człowiek wciąż istnieje. Zatem nasza egzystencja nie zależy od istnienia ciała.
Dziś gąsienica, w przyszłym tygodniu motyl.
Czy będąc dziećmi, obserwowaliście gąsienice żyjące w ogrodzie? Jeśli tak, to mogliście zobaczyć jak zamieniały się one w piękne motyle! Kiedy przyglądaliście się kokonom, czyż nie wydawało się Wam oczywistym, że ta sama osoba czy istota, która przebywała w ciele gąsienicy była teraz umieszczona w kokonie? Przez jego przejrzyste ścianki można było obserwować bardzo wyraźnie stopniowy rozwój ciała motyla. Czy byliście kiedyś świadkiem momentu wylęgania się z kokonu nowo narodzonego motyla? Czyż nie było dla Was zdumiewającym widzieć tę istotę (która jeszcze dwa dni wcześniej pełzała po ziemi), jak po raz pierwszy trzepotała pięknymi skrzydłami, aby po chwili pofrunąć ku niebu?
Ciała gąsienicy i motyla bardzo się od siebie różnią. Nie można więc powiedzieć, że ciało gąsienicy staje się ciałem motyla. Ciało motyla jest zupełnie innym ciałem. Ktoś, jakaś jaźń, zrzuciła ciało gąsienicy i przyjęła ciało motyla. Był czas, kiedy ta istota pełzała po ziemi a w kilka dni później wzleciała ku niebu. Ta sama jaźń – istota, która przebywała w ciele gąsienicy – przeniosła się w ciało motyla. Pomyślmy o żabie. Najpierw jakaś istota była w ciele kijanki, następnie ta sama istota jest w ciele żaby. W obu przypadkach mamy do czynienia z tą samą żywą istotą. Jedyną różnicą jest ciało. Tak więc nawet w tym życiu widzimy, że my oraz inne jaźnie transmigrujemy z jednego ciała do drugiego.
“Tak jak wcielona dusza bezustannie wędruje w tym ciele, od wieku chłopięcego, poprzez młodość aż do starości, podobnie przechodzi ona w inne ciało po śmierci. Zmiany takie nie zwodzą duszy samozrealizowanej.”
Bhagavad-gita 2:13
Związek między tym a następnym ciałem.
Podobnie jak w przypadku transmigracji jaźni z ciała gąsienicy do ciała motyla, transmigracja jaźni do innego ciała w chwili śmierci nie odbywa się w sposób gwałtowny, lecz jest procesem ciągłym. Tym, co łączy jedno życie z następnym jest subtelne ciało materialne. Słowo „śmierć” dotyczy opuszczenia zewnętrznego materialnego ciała przez jaźń. Kiedy jaźń porzuca zewnętrzne ciało materialne, jest ona nadal okryta subtelnym ciałem materialnym.
“Wielki mędrzec Narada kontynuował: „Żywa istota działa w tym życiu w zewnętrznym ciele materialnym. Ciało to zmuszane jest do działania przez ciało subtelne, składające się z umysłu, inteligencji i ego. Gdy tracimy zewnętrzne ciało materialne , ciało subtelne pozostaje nadal, aby cierpieć lub doznawać radości. Zatem nic się nie zmienia.”
Śrimad Bhagavatam 4:29:60
Śmierć przypomina więc sytuację, kiedy ktoś zdejmuje wierzchnie ubranie, ale pozostawia na sobie bieliznę. Zdejmuje on swoje zewnętrzne ciało materialne, ale wciąż jest okryty subtelnym ciałem materialnym. Materialistyczna mentalność, która okrywa jaźń jest pomostem między wcieleniami – tym, co łączy jeden rodzaj ciała z następnym.
“Gąsienica przenosząc się z jednego liścia na drugi, chwyta nowy liść, zanim porzuci stary. Podobnie, odpowiednio do swego poprzedniego działania, żywa istota musi pochwycić kolejne ciało, zanim porzuci obecne. Przyczyną tego jest umysł, który jest zbiornikiem wszelkiego rodzaju pragnień.”
Śrimad Bhagavatam 4:29:76-77
Pragnienia i przywiązania, które pielęgnujemy żyjąc w zewnętrznym ciele materialnym, nie umierają wraz z nim. Te pragnienia trwają razem z jaźnią, tworząc więź lub połączenie z następnym, zewnętrznym fizycznym ciałem.
Zgodnie z naukami tantry jogi, u podłoża budowania karmy są:
- Trzy Hetu:
ciemnota i ignorancja
żądza i przywiązanie
nienawiść, zazdrość, odrazaNa to nakłada się pięć trucizn:
otępienie, błądzenie
niewiedza
nienawiść
chciwość, zazdrość
pycha
Cechy te gwarantują egoistyczne gromadzenie i powiększanie zasobności energetycznej organizacji, jaką jest człowiek. Cechy te jednocześnie stanowią karmę. Na to nakłada się nieskończona ilość skutków życiowych sytuacji. Daje to wszystko efekt uwiązania i zaplątania.
Nauka o karmie
Wiedz, że to, co przenika całe ciało, nie podlega zniszczeniu.
Nikt nie jest w stanie zniszczyć wiecznej duszy.
Tylko materialne ciało niezniszczalnej, bezgranicznej i wiecznej żywej istoty podlega zniszczeniu.
Bhagavad-gita 2:17-18
________________________________________
Poniższy tekst jest fragmentem książki: Garma C. C. Chang “Nauka o Karmie”.
________________________________________
Karma jako siła (energia)
Karma jest działaniem, a każde działanie nieodwracalnie wytwarza energie. Z kolei, energia ta staje się przyczyną następnego działania, zaś nowe działanie jest źródłem nowej energii. I tak oto, energia wyzwala działanie, zaś każda aktywność tworzy energię. Tym sposobem warunkują się one wzajemnie, tworząc obieg kołowy:
Oglądając western mamy sposobność poznać stosunki i układy panujące w pewnych czasach amerykańskiego Zachodu. W związku z zagospodarowaniem wszelakich dziewiczych rubieży kraju musiały najpierw powstać drogi i linie kolejowe. Budowa linii kolejowych jest pewnym działaniem, na gruncie, którego mogą zaistnieć inne aktywności; na przykład, można teraz przetransportować większą ilość ludzi, towarów czy pieniędzy. Te nowe siły wywoływane są oczywiście przez ludzi, którzy dokonując nowych czynów powodują ich następstwa, a to z kolei tworzy nowe siły, nowe formy energii.
Weźmy inny przykład. Dzięki rozmaitym formom aktywności zarabiamy pieniądze. Kiedy je mamy, powstają nowe siły: siła nabywcza i motywacja (siła napędowa) do nieustannego podejmowania nowych działań. Do tego ustawicznie dołączają się nowe potrzeby i pragnienia, to zaś powoduje powstanie nowych, wynikających z tych potrzeb powiązań, jakimi są dążenia do zdobycia pożywienia, mieszkania, odzienia; wynikiem tego będę zmiany w całym zachowaniu, przy czym z biegiem czasu wszystko to bezustannie się komplikuje. Początkowo zarobkowanie miało służyć człowiekowi, lecz w rezultacie takiego rozwoju wydarzeń częstokorć człowiek zaczyna służyć pieniądzom.
Albo inny przykład. Ludzie wynaleźli maszyny, które – wedle początkowych założeń – miały służyć człowiekowi do zaoszczędzenia sił. Lecz w dobie obecnej wciąż rosną problemy wynikające z zastosowania maszyn i oto dlaczego ludzie stali się już prawie ich niewolnikami (np. samochodu). Widać z tego, że czyn, akcja nie tylko wytwarza siłę lecz również sama w sobie jest pewną energią, siłą, która wpływając na człowieka może doprowadzić go do sytuacji, w której jedynym dlań wyjściem będzie przyjęcie rezultatów ograniczeń spowodowanych jego własnym działaniem.
Można by też wyjaśnić problem na następnym przykładzie: Ożenek jest pewnym faktem, po zaistnieniu którego należy wziąć na siebie pewne obowiązki i konsekwencje, które za sobą pociąga. Dlatego każde działanie bezwarunkowo wytwarza jakąś energię. Zaś ta energia – z jednej strony – dąży do zaowocowania kolejnym działaniem, a z drugiej strony – powodując to nowe działanie, powoduje zaistnienie niewidocznego (początkowo) związku. Przeto każde działanie (karma) zawsze wytwarza określoną energię, ta zaś: primo – powoduje dalsze, nowe działanie, a – secundo – generuje niewidoczny związek.
Oto elementarne znaczenie pojęcia karma.
Dlatego też działanie najczęściej powoduje upadek, miast wolności – dalsze związanie. Przysłowie powiada: “O jedno więcej, nie znaczy aż tyle, co o jedno mniej” , z czego wynika, iż przez działanie zmierzające go uniknięcia czegoś tworzy się kolejny związek.
Siła karmy jest pojęciem trudnym do zrozumienia lecz pomimo tego można tę energię odczuwać. Kiedy znajdziemy się na wysokościowcu w samym centrum miasta, a pod nami rozciąga się widok ulic, my zaś trzeźwym spojrzeniem obserwujemy handlowe ożywienie, ruch uliczny, ten pospieszny, nerwowy harmider, wtedy sami możemy odczuć, że ludzie ci są gnani przez niewidoczną, potęgę, niewyobrażalną siłę, a przy tym niejako nie z własnej woli. To jest właśnie karma.
I kiedy sami zmieszamy się z tłumem na ulicy i poruszamy się z nim, wówczas nie łatwo jest uświadomić sobie siłę, która gna nas przez siebie. Jedynie wydobywszy się spod jej wpływu zajmując neutralną pozycję, jak w owym wysokościowcu, możemy ją sobie w pełni uświadomić. Kiedy zamkniemy teraz oczy i wyobrazimy sobie, że w stupiętrowych drapaczach naszych nowoczesnych, wielkich miast istnieją niezliczone biura niezliczonych przedsiębiorstw, w których niezliczone rzesze ludzi zajęte są dyskusjami, planowaniem, kłótniami, knuciem spisków, wzajemnym oszukiwaniem się, współzawodnictwem, redagowaniem i wysyłaniem dokumentów itp., kiedy to wszystko sobie uprzytomnimy, możemy również odczuć istnienie wielkiej siły, która ich wszystkich gna.
Wszystkie aktywności pojedynczego człowieka stanowią źródło określonych sił. I kiedy siły działających stu tysięcy ludzi wytwarzają tysiące sił. I kiedy siły działających stu tysięcy ludzi wystąpią skłębione razem, wówczas staną się one nieopisanie mocną, z niczym nieporównywalną siła, tak zwaną “karmą kolektywną”. Dlatego też rozróżnia się między “indywidualną” karmą pojedynczego człowieka, a “kolektywną” – wytwarzaną przez splątane ze sobą czynności grupy ludzi. Oto karma kolektywna, która popycha naprzód ludzkie życie i dziej, warunkując kołowrót Wszechświata. Karma kolektywna jest dla dziejów wszechświata siła nie tylko napędową, bowiem poza tym, że tworzy (i napędza – przyp. tłum.), jednocześnie niszczy.
Przed wieloma laty oglądałem film “The Naked Jungle” (“Wojna mrówek”), z dryblasem Hestonem w roli głównej. Film ten przestania typowego amerykańskiego bohatera, który w Ameryce Południowej udaje się do dzikiej, odległej brazylijskiej wsi i w jej okolicy karczuje dziewiczy las, by zdobyć ziemię pod uprawę. Spędza ta kilka twardych lat, ociekających krwią i potem. Po pewnym czasie staje się w okolicy wpływową osobistością, posiadaczem plantacji kawy i owoców. Bogactwa jego rosną do tego stopnia, że zaczyna odgrywać znaczącą rolę w państwie. Tego szanownego powszechnie bohatera nie przeraża nic między ziemią i niebem. Wiele lat zeszło mu na walce z przeciwnościami natury, pokonały okrutnych tubylców, włóczęgów i lokalnych bandytów. Nie było dlań sytuacji na tyle trudnej, by nie potrafił znaleźć wyjścia. Nie było w jego życiu wroga, bądź niepomyślnych okoliczności, które zmusiły go do kapitulacji. Był rzeczywiście doskonałym przykładem zwycięskiego bohatera. Pewnego roku, pośród mieszkańców owej okolicy rozeszła się siejąca popłoch pogłoska, że wkrótce na nadciągnąć inwazyjna armia mrówek, i to dokładnie właśnie na tereny przezeń zamieszkałe. Wiele poszlak wskazywało, że pogłoska może się sprawdzić.
Najpierw porzucili okolicę tubylcy, potem nastąpił exodus lokalnego rządu, a jako ostatni wynieśli się chyłkiem okoliczni, odważni dzierżawcy ziemi. Na dwa dni przez inwazją, w tętniącej życiem dżungli widziało się setki i tysiące ptaków i leśnych zwierząt, które porzuciły swe kryjówki szukały ratunku w ucieczce.
Przez następne dwa – trzy dni trwa śmiertelna cisza. Ta cisza przyprawia ludzi przyprawiała ludzi o trwogę i przerażenie, potwierdzają złowrogie przeczucie, że groźna inwazja mrówek już nadciąga. Sceny filmu ukazują panoramę gór i wód, bogatą roślinność wypełniającą zielenią całą okolicę. Ta pierwotna, pełna mocy i spokoju sceneria pozostaje w sprzeczności z zalegającą wokół bezgraniczną, martwą ciszą. Wkrótce potem daje się słyszeć niewyraźne, z chwili na chwilę narastające brzęczenie. W oddali widać wielką, wciąż gęstniejącą, czarną chmurę; czarno-szary obłok ogarniający świat jest niczym innym jak chmarą lecących mrówek, napierających z siłą lawiny.
Jeszcze ze szkolnych czasów przypominam sobie, że spośród chińskich liczb największą była “cai”, czyli dziesięć “ceng”, a “ceng” wynosi dziesięć razy 100 “mio” razy 100 “mio”. Liczby te wyrażają niewyobrażalną wręcz ilość, lecz nawet “cai” nie oddaje ilości mrówek lecących w tej wielkiej czarnej chmurze. Na niebie, na ziemi, na polach, w powietrzu i rzece, w wsiach i ich okolicach, na domach i wokół i nich – nie widziało się jeszcze niczego prócz mrówek; wszędzie wszystko było doszczętnie ogołocone. Mięso, skóra i sierść zwierząt, plantacje melonów, liście, gałęzie, nawet pnie i kora drzew – wszystko zostało pożarte, a zboże tak obrane, że nie stało nawet chwastów. W całej okolicy, prócz zalewającego świat morza mrówek, nie widziało się ani jednej żywej istoty.
Niegdyś sam miałem sposobność przeżyć pustoszący nalot szarańczy i widziałem co po sobie pozostawiły. Jednak szarańcza pożera tylko rośliny. Nie tknie zwierząt , ludzi czy przedmiotów. Natomiast południowoamerykańskie mrówki pochłaniają dosłownie wszystko co się nawinie, nie pozostawiając ani włoska, ani listka, ani źdźbła trawki. Kiedy zatem ujrzałem w kinie jak te mrówki zasłoniły całe niebo i przykryły całą ziemię, wstrząsnął mną dreszcze i muszę tu wyznać, że ogarnęło mnie przerażenie. Czyż nie jest to najbardziej życiowa ilustracja siły karmy ? Wkrótce potem mrówki zniknęły z planu i kamera znowu pokazała góry i doliny, zupełnie już pozbawione zieleni. Popielate pobojowisko było pożółkłą, martwą ziemią, odartymi do cna, martwymi drzewami – martwym krajem.
Najlepszym sposobem umożliwiającym zrozumienie procesu działania karmy jest ukazanie scen wojennych, gdzie można bezpośrednio zaobserwować działanie karmy kolektywnej, prowadzącej na śmierć tysiące ludzi i zmuszającej ich do takich czynów, których – w gruncie rzeczy – nie chcieliby spełniać. W dzieciństwie obserwowałem wojnę między czerwonymi i fioletowymi mrówkami. Front miał ponad trzydzieści metrów długości, obie strony stosowały w walce niezliczone fortele, padłe mrówki piętrzyły się niczym pagórki. Wojna ciągnęła się przez trzy doby i jeszcze przez dłuższy czas po jej zakończeniu mrówki uprzątały trupy.
Wówczas właśnie uświadomiłem sobie, że to właśnie może być karma, o której mówią buddyści.
Inny przykład: We wszystkich chińskich wsiach znajdują się gliniane zbiorniki, do których zbiera się nawóz rozwożony następnie na pola. Latem zbiorniki te bywają pełne robactwa. Kiedy więc obserwuje się te zwierzęta, zatykając nos, wtedy również można pojąć co znaczy “karma”. Moglibyśmy zdziwić się stwierdzając, że wśród gnijących cuchnących odpadków, jakie składają się na nawóz, żyje sobie wesoło i z przyjemnością tak wiele istot, nie postrzegając smrodu.
Wróćmy do naszego farmera. Przeżycia tego twardego i zgorzkniałego człowieka mogły zapewne przynieść komuś innemu odmienne zgoła doświadczenia. Z radością jest tak samo; różnica w sposobie przeżywanie jest tylko i wyłącznie wynikiem zróżnicowanie karmy kolektywnej.
Karma jest więc pierwotną siłą napędową, energia, która tworzy, podtrzymuje i niszczy życie wszystkich istot, a także istnienie świata. Cóż jednak jest podstawą tej siły napędowej ?Buddyjska odpowiedź na to pytanie brzmi: “Ów napęd pochodzi z woli życia, wypływającej ze źródeł o nazwach awidja i samskara.” Awidja – to niewiedza, głupota; samskara – jest rodzajem instynktownego impulsu, który w efekcie prowadzi do działania. Posługując się terminologią nowoczesną, określamy awidję i samskarę mianem pewnego rodzaju wrodzonej, ślepej woli w akcji [Są rodzajem wrodzonego i na zwykłym poziome nie podlegającego kontroli działania odruchowego. (p. tłum.)] lub ukrytym w głębokich pokładach podświadomości impulsem. Wyjaśnia to drugą Szlachetną Prawdę buddyjskiej nauki, prawdę o powstaniu cierpienia. Jednakże, żeby ułatwić zrozumienie posłużmy się przy wyjaśnieniach językiem zachodniego filozofa – Schopenhauera. Powiada on, że pierwotną siłą motoryczną, która napędza świat, jest powstająca w podświadomości i wrodzona “wola”.
Rozróżnia się dwa elementarne rodzaje woli: 1. wola życia, 2. wola działania. Te dwa komponenty składają się na właściwe “Ja”. W swym dziele “Świat jako wola i przedstawienie” (“Die Welt als Wille und Vorstellung”)
Schopenhauer pisze:
“W głębi świadomości ujrzałem prawdziwe, elementarne, rzeczywiste “Ja”… Jest ono pierwotną, spoza czasu i przestrzeni zmierzającą ku działaniu siłą, która nie ma żadnej przyczyny. Siła ta wyraża się w instynktownym impulsie. Owa wrodzona wola jest prawdziwym ” Ja”. Ludzkie ciało jest niczym innym, jak tylko wyrazem tej wrodzonej woli… Pojawia się ona jako ślepa siła, kształtująca również materię nieożywioną – kamienie czy metale. Oto wyraz poruszeń woli, kształtującej aktywność “samoświadomego” ducha i aktywność świadomościową człowieka. Również w świecie roślin możemy zaobserwować te nieświadome dążenia. Drzewa (nieświadomie) rosną ku górze, gdyż potrzebują światła słonecznego, a ponieważ jest im niezbędna woda – ich korzenie rosną wgłąb ziemi … Wola przejawia się również w ten sposób, że poszczególne istoty rozwijają się w konkretny sposób i wedle określonego porządku, podczas gdy ona rządzi ich rozlicznymi celowymi aktywnościami . Aby zaspokoić swe potrzeby wola posługuje się rozmaitymi organami, które dopomagają jej w osiąganiu celu. Na przykład, zwierzęta drapieżne, które zabijają i pożerają inne istoty, maja ostre pazury i mocną konstrukcję, a w tym które muszą bronić się za pomocą samego tylko łba – wyrastają rogi … Przeto można powiedzieć, wola życia jest siłą napędową wszelkich zjawisk życiowych.”
Tak opisaną przez Schopenhauera wolą zamieszkuje pozornie wewnętrzna mądrość mistyczna i siła, która w tajemniczy sposób kształtuje narządy żywych istot. Myszy i szczury mają szczególnie ostry wzrok i pazury, które są środkiem realizacji ich starań o utrzymanie się przy życiu, tak jak jeż jest pokryty kolcami. Wszystko to powoduje owa nieświadoma wola po to, by istoty – wzrastając tak, a nie inaczej – mogły osiągnąć swój życiowy cel. Jeśli chodzi o wolę aktywności (jako instynktowną żądze żywych istot), to rzuca się w oczy, iż wszystkim istotom objawia się ona jako nieskończone pasmo cierpień. Już samo przedstawienie życia w więzieniu wzbudza trwogę. Wszystko to jest dowodem na istnienie różnych rodzajów woli aktywności, która wymaga zaspokojenia. Ta wrodzona wola jest zazwyczaj nieświadoma lub podświadoma, a zatem o pierwotny, głęboko zakorzeniony impuls funkcjonuje w niewyraźnym i niejasnym stanie świadomości.
Jana świadomość myślenia jest cechą nabytą, nie wrodzoną, podczas gdy owa napędzająca wola życia jest wrodzona. Przeto wola życia należy do strefy podświadomości.
Reasumując: Powiedziano, iż przyczyną karmy jest nieświadoma, instynktowna wola życia, a także wola (potrzeba) aktywności – właściwa wszystkich istotom i powstająca z owej wrodzonej ślepej woli napędzającej.




